wtorek, 22 stycznia 2013

Niebezpieczeństwo






Rozdział VII

Z dedykiem dla kochanych czytelników:)



Nagła, silna zamieć utrudniała jakiekolwiek ruchy. Ciepłe płaszcze, ani trochę nie chroniły przed zimnym, porywistym wiatrem, który dął z północy. Szli powoli, zapadając się aż po kolana w zaspach świeżego śniegu. Nie używali chakry, aby nie wydać swojego położenia – mają działać dyskretnie, bez żadnych podejrzeń. Opaski, oznaczające przynależność do danej wioski, schowali głęboko do kabur. Musieli powziąć wszelkie środki, by nie ujawnić prawdziwej natury, ze względu na dobro porwanych dzieci. Jedynie przewodniczący wioski wie o pomocy sił ,,specjalnych’’.
   W ciągu trzech dni dotarli do Kraju Śniegu, mimo zmęczenia i przemarznięcia do samych kości, robili krótkie przerwy na szybki posiłek i drzemkę. Panowała cisza, nie zmącona nawet paplaniną Uzumakiego, do którego dotarła powaga misji. Szedł skupiony, w pełnej gotowości do działania, na czele pochodu. Kakashi, co chwila, zamieniał z nim parę słów, próbował doprowadzić go do porządku, uspokoić, gdyż oczy chłopaka zmieniały barwę z niebieskiej na czerwoną i na odwrót. Nikt mu się nie dziwił, że ogarniała go wściekłość. To bestialstwo porywać takie maluchy i są naprawdę nikłe szanse na ich przeżycie. 7- 10 latek nie wytrzyma tortur i skrajnych warunków więziennych.
  Z pobliskich gór rozległo się echo spadającej lawiny i łoskotu łamanych, pod jej naporem, drzew. Akamaru nerwowo zapiszczał i podkulił ogon, sierść na jego grzbiecie momentalnie się nastroszyła, a spod warg wysunęły się kły.
- Mhm? Co jest, Akamaru? – Kiba podrapał psa za ucho w uspokajającym geście- odpowiedziały mu wystraszone pojękiwania.
Hatake zaalarmowany hałasem, odwrócił się do tyłu.
- Jakiś problem?
- Nie wiem. Coś go wytrąciło z równowagi, wciąż powtarza: straszne, niebezpieczeństwo, piękne. Coś w ten deseń, nie potrafię go zrozumieć. Podekscytowanie, zmieszanie i przerażenie przeplatają się nawzajem.
- To trudny teren zagrożony lawinami , może przestraszył się tej, co się zsunęła? Zachowajmy ciszę, nie podoba mi się ta aura – mruknął pod nosem.
Przeszli zaledwie parę kroków, gdy ciszę zagłuszyło głośne kichnięcie Chouji’ego i przekleństwo Gai’a… Górom nie spodobali się podróżni, mający czelność wspinać się po ich wyniosłych, majestatycznych stokach i wierzchołkach. Bezczelność intruzów musiała zostać przykładnie ukarana… Z nad szczytów rozległ się głuchy pomruk.
  Shinobi prędzej usłyszeli, niż zobaczyli białą kaskadę, pędzącą w ich kierunku z zawrotną szybkością. Kakashi rzucił ostry rozkaz do ucieczki. Niby banalnie prosty rozkaz, ale w tej chwili, jak trudny do wykonania! Dziewczyny stanęły jak sparaliżowane, nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu, jakby mięśnie odmówiły posłuszeństwa i posyłały je na pewną śmierć. Ich oczy rozszerzyły się do granic możliwości, gdy dotarła do nich prawda, o okrutnej potędze Natury, wobec której były całkowicie bezbronne.
     Nara podniósł wzrok, starał się jak najszybciej ocenić sytuację i doszedł do przykrego wniosku, że nawet szybkość Gai’a i Lee na nic się nie zda, jedyną nadzieją stanowiła moc Lisa. Nie, zbyt wielkie ryzyko. Myśl jak strateg, w obronie najbliższych memu sercu… Działał instynktownie. Liczyło się przetrwanie. Skoczył w kierunku niewielkich kamieni, ciągnąc za sobą Temari. Pchnął ją na pokrytą śniegiem ziemię, a sam przykrył jej ciało swoim. Przycisnął mocno twarz do jej zimnego policzka. Ostatnie, co zdołał ujrzeć, zanim przykrył ich śnieg, to Hinata – osłonięta przez Naruto, będącego w Trybie Mędrca. Wraz z Kakashim starali się choć trochę powstrzymać nadchodzącą katastrofę. Potem film się urwał.

    Coś go ciągnęło za kaptur, próbowało wyciągnąć z wielkiej, czarnej i zimnej dziury, poddał się większej sile i po chwili jego płuca wypełniły się zbawczym tlenem. Otworzył oczy i z trudem podciągnął się do pozycji siedzącej. Zauważył nad sobą Sakurę, która, skupiona, leczyła jego rany. Rozglądnął się dookoła. Nieopodal zauważył psy, kręcące się i zaciekle wąchające w poszukiwaniu tropu, a także wykopane dołki. Ninkeny Hatake odwaliły kawał dobrej roboty. Nie dostrzegł smutku na twarzach przyjaciół, raczej przestrach, a więc nikomu nic się nie stało. Odetchnął z ulgą, ale…
- Sakura? – Spytał zachrypniętym głosem. – Gdzie Temari?
- Mhm? – tak ją pochłonęło badanie, że musiała zastanowić się nad znaczeniem wypowiedzianych słów. – Przepraszam. Ino ją opatruje. Nic poważnego – szybko uspokoiła poddenerwowanego bruneta. – Wyziębiła się trochę i rozdarła łopatkę, padając, musiała zahaczyła o kamień. Uratowałeś ją – dodała z uśmiechem.
- Nic ci nie jest? Dziwnie się zachowujesz.
- Nie, w porządku – odpowiedź padła zbyt szybko, wiedziała, że wzbudzi podejrzenia.
- Jakoś mi się nie wydaje.
Przygryzła wargę.
- Po prostu to było straszne, gdyby nie Sai, nie zdążyłabym na czas.
Uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Ale nic nikomu się nie stało. Prawda? – przytaknęła.
Siwowłosy jounin zjawił się, wraz z Pakkunem, obok rozmawiających przyjaciół.
- Ta lawina nie została wywołana naturalnie, kichnięcie Choji’ego też nie miało z tym nic wspólnego. Niepokoi mnie zachowanie Akamaru, ostrzegał nas przed kimś, nie czymś. Śnieg zawierał znikome ilości chakry, to nie wypadek – mruknął. - Widocznie ktoś czeka na naszą śmierć.
- Wiązkę energii skutecznie przerwano na krótką chwilę, mniej-więcej u szczytu – powiedział brunet.
- Zauważyłeś…
- Nic trudnego – wzruszył ramionami – gdyby nie ta nieoczekiwana, mhm? Pomoc, nie skończyłoby się to tak kolorowo.
- Nieznany sojusznik? – podsunęła różowowłosa.
- Trochę kiepski, ale zawsze coś. Mam nadzieję.
- W każdym bądź razie odpoczniemy. Nie warto ryzykować złamaniem karku w taką noc. Wyruszymy o świcie.
- Hai!
Sakura zrobiła groźną minę, a la Piąta.
- A teraz… won do namiotu!

            Nadeszła zmiana warty. Kunoichi przysunęła się jak najbliżej ognia. Dreszcze przechodziły przez całe jej ciało, skóra pokryła się gęsią skórką. Pięć warstw odzieży na nic się zdało – nadal dygotała jak osika. I tak cholernie chciało się jej spać. Wzdrygnęła się gwałtownie, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
- Dlaczego nie śpisz? Twoja kolej jest za godzinę.
- Przez ciebie nie mogę zmrużyć oka – posłała mu pytające spojrzenie. – Tak ci latają zęby, że słychać pod śpiworem.
- Bardzo śmieszne – odburknęła.
- Drżysz – stwierdził, rozkładając przyniesiony koc.
- Wcale nie, jest mi ciepło – gwałtownie zaprzeczyła. Nawet nie wiedziała, dlaczego? Czyżby nie chciała pokazać swoich słabości, a może dopuścić zbyt blisko mężczyznę. Tyle w życiu przeszła, zbędne są problemy sercowe. Cholera, wszystko się pokomplikowało! Od kiedy w obecności Nary, czuję się jakoś dziwnie?!
- Twoje ciało mówi co innego – przysiadł się do no Sabaku, opatulając mocno, grubym pledem, jej kruchą osobę. – Lepiej?
- O wiele, dzięki – uśmiechnęła się lekko.
- Jak plecy? Słyszałem, że mino chęci pomocy trochę cię poturbowałem.
- Żartujesz?! – podniosła głos. – Gdyby nie twój trzeźwo myślący mózg, już dawno leżałabym dwa metry pod śniegiem. Idiotka ze mnie, zamiast uciekać, stałam jak kołek – odetchnęła, żeby się uspokoić. - Dzięki tobie mam jedynie zadrapania, których nawet nie poczułam – spojrzała niepewnie w uważne oczy bruneta – Shikamaru – szepnęła – dziękuję ci.
- Do usług, ale na przyszłość nie dawaj mi powodu do ratunku.
- Wiesz – zaśmiała się cicho, machinalnie, opierając głowę o ramię Nary. Dopiero po chwili dotarło do niej, co zrobiła! Była tak samo zaskoczona, co on. Co ją do tego skłoniło, że, można powiedzieć, przytuliła się do niego?! Odgoniła natrętne myśli, nie miała zamiaru zaprzątać sobie głowy takimi błahostkami. Nie teraz…Bliskość chłopaka uspokajała i sprawiała, że czuła się błogo i bezpiecznie. Przymknęła powieki, wpatrując się w wesoło tańczące płomyki. Senność coraz bardziej ogarniała ciało i umysł. Powoli poddawała się temu uczuciu. – Po raz pierwszy, od naszej znajomości, nie użyłeś słowa jakie to kłopotliwe, albo upierdliwe.
- Taa, a ty zwróciłaś się do mnie po imieniu. Również po raz pierwszy – uśmiechnęła się pod nosem. W sumie ma rację. Poczuł, że głowa dziewczyny opada bezwładnie na jego klatkę piersiową. Objął ją mocniej i pocałował w czubek głowy, czuły gest spotkał się z zadowolonym mruknięciem. – Powoli robimy postępy.


            Przed południem dotarli do wioski. Po rozmowie z przewodniczącym, którego Naruto określił jako niesympatycznego i podejrzanego starucha, uznali, że zaczną natychmiast.
  Po czterech godzinach biegania po lesie w czasie burzy śnieżnej, grupa Nary, natknęła się na jaskinię. Skostniali weszli w głąb groty. Poruszali się po omacku, gdyż Kiba mozolnie grzebał w kieszeniach w poszukiwaniu zapałek.
- Co tak jedzie? – Jęknął, zakrywając nos. – Zaraz się zrzygam od tego smrodu!
- Może to padłe zwierzę?
- Możliwe, dotknąłem czegoś dziwnego!
- Fuj! Dawaj te zapałki! – pierwsza iskra rozświetliła panujący mrok, ukazując makabryczny widok. Dzieci…Biedne, niewinne maluchy. Wychudzone, poranione i spętane, spoczywały pod ścianą. Bez życia…
  Temari krzyknęła przeraźliwie i rzuciła się do tyłu, aby jak najszybciej uciec od tego horroru. Shikamaru złapał ją mocno w talii, przyciągając do siebie jak najbliżej. Nie chciał zwalniać uścisku, w obawie, że wyrwie mu się. Najgorszym błędem byłoby pozostawić ją samą sobie. Człowiek w panice zdolny jest do różnych czynów. Odwrócił się przodem do wyjścia, odcinając dziewczynę choć trochę, od tego co zobaczyła. Łkając, wtuliła się w jego tors, drobnymi dłońmi ściskała kurczowo zieloną kamizelkę jounina.
- Ćśś, ćśś. Już dobrze, spokojnie – przemawiał delikatnie, aby uspokoić roztrzęsioną blondynkę. – Nic tu po nas – zwrócił się do reszty. – Trzeba zawiadomić Kakashi’ego. Shino, możesz?
- Hi! – ,,oddał’’ Inuzuce zemdloną Ino, a sam zabrał się do wysłania żuczka posłańca.
- Chodźmy stąd, resztą zajmie się Pan Tusuki. Naszym priorytetem jest złapanie tych sukinsynów.


     Cała zesztywniała od bezczynnego leżenia na łóżku. Zmieniała pozycję, sama nie wiedziała, ile razy. Po trzykrotnym przeliczeniu baranów, postanowiła zejść do hotelowej kuchni po proszek nasenny. Zegar wybił 1.30 w nocy, gdy zapaliła w holu światło. Mrużąc oczy przed jasnością, na wpółprzytomna, weszła do ciemnego pomieszczenia. Jak dobrze pamiętała, szafka z apteczką znajdowała się koło okna, wystarczyło okrążyć stół, aby znaleźć się na prostej drodze do celu. Chwyciła się jedną ręką za pierwsze z brzegu krzesło i powoli, krok za krokiem, sunęła do przodu. Wyciągnęła przed siebie dłonie, jak lunatyk, aby przypadkiem w nic nie uderzyć. Mhm. Zdaje się, że powinna być blisko, wysunęła lewe ramię w bok i poczuła pod palcami coś miękkiego i przyjemnego w dotyku. Przestraszona, pisnęła i odskoczyła do tyłu. Podczas gwałtownego ruchu, poślizgnęła się na wypolerowanej podłodze i runęła na podłogę. Ktoś natychmiast włączył światło, w stronę dziewczyny ,,wystrzeliła’’ pomocna dłoń. Nie spojrzała na wybawcę, gdyż usilnie próbowała powstrzymać krwawienie ze skroni.
- Wybacz, moja wina. Nie spodziewałem się, że zajdzie potrzeba  penetrowania po ciemku kuchni. Ten głos! Poznałaby go wszędzie!
- N…Naruto-kun – momentalnie spłonęła rumieńcem na widok, klękającego naprzeciw niej, blondyna.
- Nic ci się nie stało? – spytał zatroskany, zbliżając się do bordowej Hyuugi. – Ale cię urządziłem! – Delikatnie starł krew z czoła, po czym uśmiechnął się lekko. Nie zemdlej – nakazała. Tak długo walczyłaś z nieśmiałością, nie daj się! – Gapa z ciebie i ze mnie – zaśmiał się radośnie. - Chodź – wziął zaskoczoną Hinatę na ręce i posadził ją na krześle, wyjmując apteczkę. – Trzeba to opatrzyć. Trochę zapiecze – ostrzegł, przykładając wacik z płynem dezynfekującym. Robił to tak dokładnie i delikatnie, że granatowłosa topniała pod jego dotykiem. Przypatrywała się ukradkiem jego młodzieńczej twarzy. Wydoroślałeś, Naruto, choć czasami nadal jesteś tym dzieciakiem z Akademii, któremu nadal pragnę dorównać. – Nie mogłaś zasnąć?
- S…skąd wiesz? – Przestań się jąkać!
- Domyśliłem się, zresztą ja też nie – zmarszczył brwi.
- Coś się stało? -  Brawo! Bez zacięcia się!
- Nie, może… - ogarnęła go przeogromna chęć wyżalenia się, wiedział, że Hinata zrozumie. Westchnął.– Nie pokoi mnie Kyuubi – zerknął na nią, kiwnęła głową skupiona. Od początku misji jest dziwny, jeśli to słowo choć trochę pasuje do jego humorków – mruknął. – Jakby czegoś się obawiał, czekał. Ech – zmierzwił blond czuprynę. – To głupie. Przecież to Bijuu, on nie zna strachu.
- Może ma to powiązanie z zachowaniem Akamaru? Mhm? Próbowałeś z nim porozmawiać? – Szepnęła.
- Hehe, do gadatliwych nie należy. Zupełnie mnie olał . Gotowe – zabrał rękę od głowy dziewczyny. – Nie znam się na medycznym jutsu, więc musisz sama się uleczyć.
- H…Hai! – dotknęła rany,  która zagoiła się w mgnieniu oka.
Zaśmiał się radośnie.
- Wiesz? Dobrze mi się z tobą spędza czas, musimy częściej przebywać w swoim towarzystwie.
Gwałtownie się zarumieniła.
- N…Naruto – kun, mi również. Bardz… - jej słowa zagłuszył wybuch, dochodzący za murów wsi, niedaleko pierwszej linii drzew. W holu zjawił się momentalnie Kakashi, a zaraz za nim Gai i Shikamaru.
- Dzięki, Naruto. Gadatliwość czasami się przydaje.  – odezwał się Nara. - Twoje głupie teksty pomogły mi w rozwiązaniu tej popieprzonej sytuacji.
- Hę?
- Ten stary dziadyga stoi za tym wszystkim i knuje zapewne następne przestępstwo, ale sądząc po tej eksplozji – uśmiechnął się przebiegle. – Ktoś stanął na jego drodze.



Witajcie ferie!! Nareszcie! Wyrobiłam się chyba szybko, co? I nawet jestem zadowolona z tej notki, nie wiem jak wy… Wzięłam się za oglądanie od początku Naruto, jak tak fajnie jest cofnąć się do czasów, kiedy byli mali. Lecę pisać kolejny rozdział, spróbuję w ferie trochę nadrobić, jeśli poradzę ze swoim problemem. Doradźcie mi: usuwać pieprzyk, czy nie?!! Wykończę się przez to! No, ale koniec, to jest poza tematem notki. Mam nadzieję, że nie przesadziłam z NaruHina, niezbyt romantycznie? Uzumaki ciupkę mądrzeje…
O matko! Wcale nie mam pomysłu na tytuły, wiem, że są badziewne..
Jeszcze trochę, a popełnię morderstwo doskonałe na kompie!! Dzisiaj łaskawie odpalił się po 2 godzinach! Wow, wczoraj były 3!

Chciałabym polecić bardzo gorąco super blogi!
Coś dla wielbicieli Minato i Kushiny:  http://minatoxkushina-naruto.bloog.pl/
I fanów Shikamaru i Temari:  http://shikari-forever.blogspot.com/

Proszę o dawkę mocy dla mojej inwencji twórczej w postaci komentarzyka:)


niedziela, 13 stycznia 2013

Dzień nad jeziorem




Rozdział VI
Nie spełnia moich wymagań, ale wstawiam. Miało być wcześniej, ale znalezienie i poskładanie opka zajęło mi dużo czasu(znalazłam wreszcie w książkach od historii, polskiego i matmy), przepisanie mnie tak wykończyło, że wczoraj miałam wrzucać, ale zasnęłam.. No nic, wena jest i next już się tworzy. Zapraszam do czytania.

Polecam BARDZO gorąco świetnego bloga o ShikaTema:  http://sandskunoichi.blogspot.com/. Super styl, super początek fabuły, super pomysł. Zachęcam do czytania! Warto!

Chcieli wykorzystać wolną chwilę na całkowity relaks. Nieczęsto mieli ku temu okazję. Ciągłe misje, obowiązki, treningi zajmowały cały czas, a urlopu nie dostawało się co dwa miesiące. Przynajmniej nie wtedy, gdy zleceniodawczynią jest Tsunade.
  Postanowili wybrać się nad wodę. Pogoda sprzyjała: słońce mocno przygrzewało, między gęste drzewa nie dostawał się najmniejszy powiew wiatru – duszność i parność wykańczała organizm. Mieli zakaz na wychodzenie z wyznaczonej strefy, ale na szczęście jezioro znajdowało się blisko ich miejsca zamieszkania.
            Wybuchł harmider: biegali po pomieszczeniach, zbierając potrzebne rzeczy. Kiba wynalazł na strychu starą piłkę, z którą Sai męczył się, aby ją napompować. Dziewczyny żałowały, że nie poświęciły miejsca w torbach na zapakowanie strojów kąpielowych. Jedynie Ino przygotowała się na ewentualne wyjście na plażę; miała wszystko: od kremu opalającego do kapelusza. Cała ona.
            Shikamaru, będący w pokoju, usłyszał bliżej nieokreślony dźwięk, dobiegający z parteru, a potem trzask i huk czegoś ciężkiego, co upadło. Na oślepł wybiegł z pomieszczenia, aby zobaczyć, co się dzieje. Gwałtownie skręcił w kierunku schodów, które zasłonięte przez ścianę, nie były miejscem dobrze oświetlonym i… widocznym. Patrząc pod nogi, nie widział, czy ktoś nadchodzi. I nagle… BUM. Wleciał prosto na…
- Temari? – dziewczyna starała się podnieść z poręczy, na której wylądowała. Gdyby nie ręka, podłożona za głowę, nabiłaby sobie porządnego guza. – Nic ci nie jest? – wyciągnął dłoń i pociągnął ,,poszkodowaną’’ do pozycji pionowej.
- Ała. Chyba nie. Pięknie mnie znokautowałeś. Po jaką cholerę tak gnałeś?
- Usłyszałem hałas, myślałem, że coś się stało.
- Aa, to? – parsknęła śmiechem. – Gai i Lee urządzają pojedynek. Walczą palcami u stóp – teraz brunet zaniósł się doniosłym śmiechem. - Nie mam zielonego pojęcia jak oni tego dokonują.
Do uszu obojga dotarł zgorszony wrzask Gai’a:
- O zgrozo! Hańba ci, Lee! Twój wielki palec przegrał z moim małym!
- Wstyd mi, sensei! – odkrzyknął zdołowany Brewka. – W imię młodości obiecuję, że się poprawię!
- Widzisz? Rozwalili fotel i stół, Kiba z Chouji’m powstrzymują Sakurę przed wtargnięciem i użyciem siły. Mhm. Idziesz z nami nad wodę?
- Może być. Nie uśmiecha mi się kiszenie w pokoju.


- Skok Żabiego Mędrca!
- Jełopie! Jeszcze raz tak zrobisz, a będziemy pływać w mule!
- Sakurka-chan, wrzuć na luz. Jesteś wyjątkowo bez humoru, może szkodzi ci słońce? Kiedyś słyszałem – rozgadaną buzię blondyna, zamknęła, celnie wymierzona buteleczka z balsamem.
- Baka!
- Wielkoczoła! On mi ją oślini!!  A! Coś otarło mi się o nogę!  - spod wody wynurzył się łeb psa, a zaraz po nim – Kiby.
- To tylko Akamaru, Ino. Nie ma powodu do strachu. A teraz… Czas na kultową zabawę! Podtapianie się! – Krzyknął i skoczył w kierunku Yamanako Przestraszona nie kontrolowała swoich ruchów i niechcący, w geście obronnym (taki nawyk), walnęła z pięści prosto w twarz Inuzuki.
- Przepraszam! Odruch bezwarunkowy, nie złamałam ci nosa?
- Nie – uśmiechnął się podstępnie, masując obolałe miejsce. – Ale kara musi być!
- Do działa! – Uzumaki poszedł w ślad za kolegą i pociągnął w głębinę, najbliżej przebywającą koło niego, Hinatę. Zaskoczona i sparaliżowana pod dotykiem chłopaka, Hyuga, zapomniała zaczerpnąć powietrza i zachłysnęła się wodą. Narwaniec nie dostrzegł, że dziewczyna się dusi i nurkował coraz głębiej. Na szczęście Tenten widziała wszystko i przyszła na pomoc, odholowała nieprzytomną na brzeg, po czym zabrała się do porządnego wrzeszczenia na sprawcę całego zdarzenia.


- Znudziło się?
- Hę? – przeniosła rozkojarzony wzrok z przejrzystej tafli jeziora na osobę stojącą obok niej. – Nie.
- A więc co się stało, że prawie od początku naszego przyjścia tutaj, jesteś nieobecna? – mógłby przysiąc, że przed jego przyjściem płakała.
Zauważył?
- Tak jakoś. Zamyśliłam się – odpowiedziała wymijająco. – A tak w ogóle, nie chcę paść ofiarą Naruto – wskazała głową w stronę, gdzie rozgrywała się zabawna scenka. Otóż ,,lisek’’ próbował przeprosić Hinatę za swój wybryk, gdy się do niej zbliżał i łapał za rękę, ona – mdlała, za co, skołowany dostawał w łeb od Haruno.
- No tak, masz rację. Eee? -  zakłopotany podrapał się w głowę. Co się ze mną dzieje? – Mogę się dosiąść?
Wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz.
Położył się obok niej, ręce zarzucił do tyłu i spojrzał się, w nieliczne dzisiejszego dnia, chmury. Zerknął w bok. Nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Patrzyła się w horyzont, między ciemne drzewa, wzrokiem, mówiącym jedno: powrót w przeszłość. Postanowił, że poczeka. Opłaciło się. Odezwała się po kilku minutach.
- Co takiego fascynującego widzisz w obserwowaniu nieba?
- Mhm?  - poprawił się na ziemi. – Relaksuję się. Wolno płynące obłoki uspokajają i wyciszają, pozwalają na pogrążeniu się w myślach, ewentualnie w zaśnięciu – dłonią zachęcająco poklepał nagrzany piasek. – Spróbuj.
Niepewnie wykonała to, o co prosił.
- To głupie.
- Przestań tyle gadać, jesteś upierdliwa.
Wstrzymała nerwy na wodzy, żeby nie odpyskować. Nie chciała psuć dobrych stosunków z nikim, a widać było, że brunet nie żywi urazy za wczorajszą kłótnię. Podniosła wzrok ku niebu. On poszedł w ślad za nią. Starał się nie zwracać uwagi na przyjemne łaskotanie kosmyków jej włosów, które delikatnie ocierały się o jego przedramię.
- Może miałeś rację? To całkiem fajne. Ha! Tamta chmura – wskazała palcem odpowiedni kierunek – przypomina Kankuro, kiedy ma do czynienia z ładną laską.
- Czyli wygląda, jakby siedział na sedesie?
- Idioto! Klęczy! Nie widzisz?
- Nie, ale za to tamta, to królik, nawet podobny do tego z zadania.
- Nie wspominaj mi o nim. Ten pomiot szatana mnie użarł. Psychopatyczny zwierzak.
- Nigdy nie słynęłaś z delikatności.
Podniosła się na łokciu.
- Coś sugerujesz?
- Nie śmiałbym – nie mógł się powstrzymać przed nutką ironii.
- Ciekawe, jak ty byś z nim poradził, Chodzący Mózgu.


- CO TO? – Spojrzała z obrzydzeniem na dzieło Uzumakiego. Wykonane z błota, mułu, korzonków i innych paskudztw. Zatknęła nos. Smród ,,figury’’ powalał wręcz na kolana.
- No jak to, CO? Ty, Sakurka-chan!
Żyłka na czole różowowłosej zadrgała.
- Podoba ci się? – Spytał z nadzieją.
- Głąbie! To wygląda jak, jak – szukała odpowiednich słów, żeby nazwać coś tak niewyobrażalnie paskudnego.
- Rozkładający się potwór? - Podsunęła Yamanako.
- Dokładnie! CO?
- Jakby nie patrzeć trochę ciebie przypomina.
Lee przekrzywił głowę.
- Serio! Z tej perspektywy jeszcze bardziej. Mhm, mhm – pokiwał z uznaniem głową. – Zdarta skóra.
- Odwalcie się! – wściekła Sakura to śmiertelne niebezpieczeństwo, Sai wcale się nie dziwił, że każdy odsunął się na tyle daleko, aby uniknąć pięści wychowanicy Piątej.
- Hej, hej! Patrzcie tam! – Tenten uwiesiła się ramienia Haruno i wskazała na Shikamaru i Temari. – Coś tu śmierdzi i to na pewno nie ten kawał zakręconej kupy. Ach! Czyżby nasza Temcia znalazła lubego?
- Co to luby? -  zapytał ciekawy blondyn. – Mhm? – na znak, że intensywnie myśli skrzyżował ręce na piersi, pięść przytknął do ust. – Ha! Ogórek konserwowany, a może… kiszony?
- DEBIL!!!

Zapadł zmrok. Dziewczyny zebrały się w pokoju Ino. Roześmiane, wspominały wpadkę Shino, dla którego Akamaru ściągnął w jeziorze spodenki i minę Naruto, wynurzającego się spod wody . Biedak krzyczał, że oślepł.
Usiadły na podłodze. Wreszcie nadszedł upragniony czas na babską pogawędkę.
- No to jak? Która z nas jako pierwsza znajdzie sobie chłopaka? – Tenten wrzuciła do buzi sześć chipsów naraz.
- Nie idźmy w zakłady, bo już jeden zdążyłam przegrać.
- Tak? Z kim, Temari? – Ino pokręciła głową. – Dzięki Tenten, nie jem słodyczy – poklepała się po brzuchu. - Dbam o linię. A więc?
- Z Narą – odparła zrezygnowana. W shougi.
- Gorzej nie mogłaś trafić. On jest specjalistą od tej gry. Nikt z nim jeszcze nie wygrał.
- Wiem, Sakura. Nie przypominaj.
- O co się założyliście?
- Wygrany może żądać, czego chce. Są oczywiście granice. Mam nadzieję, że ten leń o tym zapomni i nie wymyśli nic głupiego. Oby!
- Tsaa – Yamanaka podstępnie się uśmiechnęła. – Oby!
- Hinata, a ty? – zmieniła szybko temat. - Chyba chcesz zamiast tej poduszki, którą przytulasz, pewnego nieogarniętego blondyna, nie?
- C…coo? – wyjąkała cała czerwona Hyuuga.
- Do dzieła, nie bądź taka nieśmiała – zachęciła Tenten. – Musisz zacząć, ten bezmózgowiec pewnie nie wie, co to flirt.
- Trzeba mu pomóc, mam rację? – długowłosa blondynka była w swoim żywiole. – Odpowiednia strategia, wykonanie i podsumowanie. To da się zrobić, Hinatka! Zaufaj nam!
Białooka lekko przytaknęła głową.
- D…dobrze.
Do pokoju, jak szalony wpadł Uzumaki.
- Puka się, głupku!
- Tak, tak. Czaję. Mam coś ekstra! Chodźcie na wieczór strachu. No wiecie, straszne historyjki przy ognisku – krzyknął ucieszony.
Tenten klasnęła w dłonie.
- Uwielbiam horrory. Lecimy!


- I wtedy… Auaauu – z gardła Gai’a wydobył się dziki ryk.
- Aaa!
- Złaź ze mnie, pacanie!
- Co dalej, sensei!
- Nie! Ja już nie chcę! Dlaczego akurat duchy?!
- Ależ, Naruto – Kakashi wystawił nos za książki. – Sam chciałeś, poza tym to bajeczka.
- Ta scena była wyjątkowo realistyczna, w życiu nie wybiorę się do tego lasu. Przez to teraz nie zasnę.
- Acha! Zawsze tak mówisz, a potem chrapiesz jak suseł!
- Koniec kłótni! Do łóżka, marsz! Naruto, jeśli się boisz. Możesz dostać różową poduchę.
Obrażone fuknięcie niebieskookiego zagłuszył wybuch śmiechu.


Wczesnym rankiem nastąpiła szybka i gwałtowna pobudka. Zaspani, zebrali się w salonie.
- Mamy misję – odezwał się ponuro Hatake. – Nie związaną z treningiem. Ranga A w Kraju Śniegu. Organizacja wyjętych spod prawa shinobi porywa dzieci, zwłaszcza chłopców. Uprowadzono siedmioro, ostatnie zniknięcie nastąpiło trzy tygodnie temu. To mała wioska bogata w cenne złoża, żyje w niej kilkoro ninja, reszta to obywatele.
- Marne szanse na przeżycie – mruknął Nara. – Jeśli chodzi im o to, aby osada pozbawiona została przyszłych wojowników, żadne z nich nie powróci do rodziców.
- Podzielimy się na trzy grupy. Pierwsza: Ino, Temari, Kiba z Akamaru , Shino i Shikamaru - kapitan. Druga: Tenten, Sai, Lee, Chouji i Gai. Hinata, Sakura i Naruto idą ze mną. Podróżujemy razem, aż do hotelu, w którym mamy zarezerwowane pokoje. Potem rozdzielamy się, My idziemy na wschód, wy – północ, południe. Na zachodzie rozciąga się jezioro, a z tego co wiemy, wróg nie posługuje się żywiołem wody, bezsensowna kryjówka ze względu na rybaków. Wszystko jasne? – przytaknęli. Ruszamy za 10 minut!


Pytania, wątpliwości – odpowiedzi, podziękowania

Isabel Witther – dzięki wielkie Twoja nagana chyba mi pomogła, bo teraz prawie zawsze siedzę i piszę, wena dopisuje. Mam nadzieję, że 2 tygodnie to nie tak długo… dzięki też za komentarze, pomagasz mi bardzo
Unnoticed – chan – przepraszam bardzo, że jeszcze nie wstąpiłam na Twojego bloga, ale jak nam wszystkim, brak mi czasu… obiecuję poprawę już dzisiaj zabiorę się do czytania. Cieszę się, że moje wypociny Ci się podobają
Anayanna – wybacz, Ciebie również zawiodłam, wyrażam skruchę, zabieram się za nadrabianie. Momentów ShikaTema będzie powoli coraz więcej, chcę trochę pociągnąć te opowiadanie, a więc muszę je dość mocno rozbudować.
Ushio – wielkie dzięki za korektę błędów, piszę szybko i nawet nie zwracam na nie większej uwagi, a gdybym to zrobiła, pewnie całe opowiadanie by mi nie pasowało. Jak możesz to mnie poprawiaj, będę wdzięczna. Co do NaruHina to oczywiście, że będzie!! Kocham ich i nie wyobrażam sobie opka bez tej parki.  Ale nic więcej nie powiem(buzia na kłódkę). Dzięki za Twoje zdanie, bo BARDZO, BARDZO cenię Twojego bloga i zależy mi na Twojej opinii.
Shika i Marutemarii – cieszę się, że moje wypociny podobają się Tobie, prawdę mówiąc, czytałam blogi o  ShikaTema i to właśnie Twój zachęcił mnie do pisania. Kiedy coś dodasz? Błagam o nocie!!
Shinuchan – dzięki, dzięki nowy czytelnik to prawdziwy skarb. Zawsze myślałam, tak mi mówiła też polonistka, że mój sposób pisania jest zbyt dziecinny, po Twojej opinii podskoczyła mi trochę samoocena autorska.
Shadowstar – Mhm. Jeśli chodzi o styl to wiem, że dziecinny, próbuję nad tym pracować, z marnymi skutkami. Jeśli o fabułę to o to mi chodziło, burzę zawsze poprzedza cisza i spokój, ne? Głębia scen? Moje niedokończona rozmowy, zdarzenia – to zamierzone działanie, będzie mi to wszystko potrzebne w dalszej części opka. Trening, stopnie i doświadczenie… Wiem, że Temari góruje nad Narą umiejętnościami i doświadczeniem, ale tu chodzi o poznanie siebie, nawiązanie choć najmniejszej współpracy poprzez zabawę, jakieś wręcz banalnie głupie misje, działania.  No i wreszcie…Temari jako nadzorujący? Ja nie chcę mieć po trzecim rozdziale pogrzebów.
Anaya – spam nie przeszkadza, zaczęłam czytać i mi się podoba, pisz proszę dalej o Minato
Gapp's wife – mam nadzieję, że się spodoba, tak jak mi się podoba Twój blog, czekam na next’a, masz świetny styl i równie dobrze zaczęłaś i niezmiernie mnie ciekawi ciąg dalszy.