niedziela, 4 listopada 2012

Cholerne wyczucie Gaia



Rozdział III
Pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetliły gabinet Hokage. W środku czekały niecierpliwie trzy drużyny młodych shinobi, Shizune i … zdenerwowana Tsunade. Ta ostatnia, od ponad godziny, chodziła po całym gabinecie, gniewnie mrucząc pod nosem.
-Gdzie oni są?! – ryknęła na całe gardło. – Dwie godziny! Jak tak dalej będzie zdegraduję obu do poziomu ucznia akademii! Ile można?! Cholera! – złapała za krzesło i wyrzuciła je, przez stłuczone już okno.
- Tsunade-sama – westchnęła Shizune. – To czwarte krzesło, nie licząc biurka i szyby. Na Pani charakterze ponosimy same straty – wychyliła się przez okno, spoglądając na dwójkę ludzi, zbierających szczątki mebla. – Izumo, zamów jeszcze jedno krzesło – z głębi pomieszczenia dał się słyszeć trzask drzwi. Kobieta wzniosła błagalne spojrzenie ku niebu. – Kotetsu przyszykuj drzwi i trochę gipsu – odwróciła się w stronę rozzłoszczonej Sanniki i grupki przerażonej młodzieży. – Nie są przecież dziećmi. Znają swoje obowiązki.
- Może nie są nimi, ale zachowują się jak one.
Zapadła głucha cisza. Nikt nie miał odwagi denerwować Piątej. Każdy chciał zachować głowę i cztery kończyny. Może, gdyby był tu Naruto, byłoby inaczej, ale blondyn po piętnastu minutach nieustającego gadania na temat głodu ramenowego, został (dosłownie) wyrzucony zza drzwi.
- Dwie godziny!! Miarka się przebrała! Wszy… - wypowiedź kobiety przerwał głuchy trzask. Przy oknie, w kłębach szarego dymu wychyliły się dwie postaci. Pierwsze, co można było dostrzec to: zielona książka, szara czupryna i znudzony wzrok, a za pleców kopiującego ninja oślepiający błysk zębów jego rywala.
- KAKASHI!! GAI!! Moja cierpliwość się skończyła! Mam nadzieję, że macie dobrą wymówkę. Jeśli nie… - jej pięść otoczyła się czakrą.
Hatake schował lekturę do kabury:
- Gai wymyślił kolejny fascynujący pojedynek. Nie mogłem odmówić. Szczególnie, że okazał się ciekawy i zabawny – zerknął, na mocno zaczerwionego kompana. – A potem doszła wymierzona kara: 600 przepłynięć wokół jeziora. Trochę to zajęło.
- Wy!!! Zamiast misji, bawicie się w głupie wyzwania!
- Rozwijaliśmy swoje umiejętności…
- Niech będzie. Ostatni raz, wychodzicie z czegoś takiego w jednym kawałku – oparła się plecami o biurko, wciągnęła ze świstem powietrze, po czym kontynuowała. – Wiecie, dlaczego tu jesteście. Trening rozpoczyna się pojutrze, wyruszacie dzisiaj wieczorem. Jak się dowiedziałam… ehm. Miejsce, w którym macie mieszkać, pozostawia wiele do życzenia. Zostało ostatnio nieźle zaniedbane. To jest pierwsze zadanie. Może wydać się śmieszne, ale każde działanie ma doskonalić umiejętności i pracę zespołową, która u was… jest do kitu. Shikamaru, Temari i Gai dołączą do grupy na miejscu. A, jeszcze jedno. Te pięć dni spędzicie w Kraju Ognia , na terenach całkowicie bezpiecznych, żeby nic nie przeszkodziło szkoleniu. Na wschód od jeziora rozciąga się stary bór: Las Yūyake. Pod żadnym pretekstem nie macie prawa wchodzić w jego bezkresny gąszcz. Nie jeden utalentowany jounin tam poległ. Nie będę wyjawiać w tym momencie zbyt wiele – machnęła niedbale ręką. – To doskonała opowieść na wieczór grozy, przy ognisku, zwłaszcza dla…Naruto. No dobra. Zabierzcie najpotrzebniejsze rzeczy, spiżarnia jest pełna. To wszystko. Rozejść się!
- Hai! – odpowiedzieli chórkiem, kierując się w stronę drzwi.
- Kakashi, Gai, zostajecie – po zamknięciu drzwi za Shino, zwróciła się do dwójki shinobi. – Doskonale wiecie, że nie żartowałam z tym lasem. Pilnujcie ich porządnie, zwłaszcza Uzumakiego. Najlepiej nastraszcie go porządnie. Po innych, spodziewam się większej rozwagi, a nasz kochany genin czasami nie wie, po co Stworzyciel dał mu takie narzędzie jak mózg. Chwila… Czegoś tu brakuje – miodowe oczy zaczęły wpatrywać się podejrzanie w mężczyznę, w zielonym kombinezonie., który tępo wpatrywał się w podłogę. Na słowa Hokage, podniósł głowę, ukazując dorodne rumieńce  na bladej twarzy. – Coś nie tak? Nie wyglądasz najlepiej.
- Coś mi się zdaje, że ma to związek z pojedynkiem –  Hatake wyjrzał za okładki. – Czyli nic ważnego.
- Ach…przegrał?
- Tak, trochę ubodło to jego dumę.
- No cóż, nie będę was dłużej zatrzymywać. Gai – rzuciła w jego stronę zapieczętowany zwój. – Dla Kazekage. Wyruszasz od razu. Idźcie już.
- Hai, Tsunade – sama.
   Wyszli na korytarz, kierując się do wyjścia z biura. Szarowłosy ninja na czele, jak zwykle ukryty za okładką, za nim posępny Gai. Gdy pierwszy z nich, miał zamiar otworzyć drzwi, poczuł mocne szarpnięcie za ramię.
- Kakashi, nie zdradź nikomu, w czym dzisiaj przegrałem. Zwłaszcza dla Lee. Proszę – usłyszał niemal błagalny szept. – To plama na moim honorze, hańba dla obrońców siły młodości.
Odwrócił się do tyłu:
- Wybacz , byłem tak zaczytany, że nie usłyszałem, co mówiłeś. Na razie – zniknął z uśmiechem w kłębach dymu, pozostawiając Krzaczastego mistrza, przed zamkniętymi drzwiami, samego.

Obudziła się z potwornym bólem kręgosłupa. No tak, nic dziwnego. Całą noc przespała na krześle, przy biurku. Przeciągnęła się i powiodła wzrokiem po pokoju. Ach…czysta satysfakcja. Papiery podpisane i uporządkowane, cały bałagan posprzątany. Spojrzała na zegar: 13.30. Już?! Niechętnie wstała, kierując się w stronę okna, rozsunęła zasłony i zrobiła ponurą minę. Akurat właśnie teraz, Wioskę Piasku, musi spowijać taka nieprzyjemna aura: wiatr i deszcz. Nienawidziła tego. Co prawda, miało to miejsce naprawdę rzadko, ale starczało, by popsuć humor blondynce na cały dzień. Z markotną miną, udała się do łazienki. Wykonała poranną toaletę, po czym ubrała się w czarną, za dużą koszulę z krótkim rękawkiem( pierwotnie należała do Kankuro) i krótkie spodenki. Nie miała zamiaru, w taką pogodę, wychylać czubka nosa za drzwi, więc strój shinobi wylądował na łóżku. Zeszła do pustej kuchni. Cisza. Nie ma denerwującego Kankuro, chociaż jeden plus. Zjadła śniadanie, wzięła pierwszą z brzegu książkę i wygodnie usadowiła się na sofie, w salonie. Nie zdążyła przeczytać nawet pół strony, gdy ze schodów zbiegł jej młodszy brat.
- Temari? – usiadł na fotelu. – Siostrzyczko? Jesteś dziewczyną.
- Bystry jesteś – odpowiedziała z sarkazmem.
- Potrzebuję twojej pomocy w pewnej sprawie – dopiero prośba wymusiła odłożenie na bok lektury.
- Czego?
- Pamiętasz, co wczoraj mi poradziłaś?
- Żebyś mył częściej zęby?
- Co?! Nie, nie. To o dziewczynie – napotkał zdziwione spojrzenie. – Nie pytaj. Zajrzyj lepiej przez okno. Tylko dyskretnie.
   Przerażenie chłopaka, zaciekawiło ją do tego stopnia, że podbiegła do szyby, aby zajrzeć na zewnątrz. Gdy się upewniła, że to, co widzi nie jest iluzją, wybuchnęła głośnym śmiechem.
- No, chłopie. Nie wiem, co zrobiłeś, ale chyba poskutkowało – powróciła do przerwanego zajęcia. – Masz mały problem, który niestety musisz rozwiązać sam.
- Nie pomożesz mi?! – strach w głosie brata, przyprawił Temari o kolejną salwę śmiechu.
- Nie, naważyłeś piwa, to teraz go wypij.
- Jesteś podła. Idę do Gaary – skierował się w stronę wyjścia.
- Nie radzę. Widziałeś, co tam się dzieje.
- Fakt. Lepiej wyjdę przez okno – będąc na schodach, odwrócił się do tyłu. – Zobaczysz, odwdzięczę ci się za to.
- Jasne, już się boję.
     Kolejny powrót do czytania, przerwał trzask zamykanych drzwi. Do salonu, luzackim krokiem wszedł Shikamaru. Ze stolika naprzeciw kominka, zagarnął jakieś pudełko, które postawił przed dziewczyną, po czym rozłożył się wygodnie na fotelu. Blondynka przewróciła oczami ,,No pięknie teraz on. To pech, albo czysty przypadek’’.
- Ledwo przeżyłem ścierając się z watahą dziewczyn, czekających pod waszym domem. Żeby tu wejść musiałem użyć techniki cienia. Wiesz może, o co chodzi?
- To sprawka Kankuro, nie wiem jak tego dokonał. Pytaj się jego.
   Spojrzał ukradkiem na No Sabaku. Nawet nie zwróciła na niego uwagi. Zgadując jednak po tym, że od kilku minut wpatruje się w ten sam wers, nie przewracając strony, jej uwaga skupiona jest na nim. Zlustrował ponętną sylwetkę, zatrzymując się dłużej na dekolcie i pięknych, zgrabnych nogach, Nie widział jej jeszcze w takim stroju. Widać, ma różne oblicza. Nigdy nie przestanie go zaskakiwać, jest jedyna, której się to udaje. Mimo że znają się kilka dobrych lat, nadal nie może jej rozszyfrować. Wybuchowa, krzykliwa, mściwa, pyskata, zadziorna, upierdliwa. Za to z drugiej strony opiekuńcza, przyjacielska, bezinteresowna, kochająca siostra. Ehm… Chociaż nie. Te drugie cechy ujawniają się bardzo rzadko.
- Odleciałeś, czy co? – no pięknie, tak się zamyślił, że stracił poczucie czasu. – Mówię do ciebie od pięciu minut, a ty gapisz się jak cielę.
- Zagrasz w shougi? – na prędko wymyślił coś, co mogłoby odciągnąć uwagę blondynki, od jego obecnego stanu.
- Shougi? Nie, raczej odmówię. Mam dosyć ciągłego wygrywania. To nudne.
- Kogo ogrywałaś?
- Kankuro. To idiota, jeśli chodzi o takie rzeczy, no i może o parę innych.
- Nie miałaś godnego przeciwnika. Zobaczysz, nie będzie łatwo. W Konoha, jak do tej pory, nikt ze mną nie wygrał.
- A więc Suna to zmieni – odłożyła na bok książkę i usiadła po turecku. – Dawaj.
  Chłopak rozłożył planszę i pionki.
- Co będzie wygraną?
- Co masz na myśli?
- Przeważnie tak jest, że zwycięzca dostaje nagrodę.
- Materialista. Nie wystarczy ci satysfakcja?
- W tym przypadku nie.
- Niech będzie.
- A więc przegrany mhm… musi wykonać jakieś zadanie. Czas jego wymyślenia jest nieokreślony.
- To nie może być nic głupiego i niewykonalnego.
- Zgoda. Masz pierwszeństwo.
- No proszę, zaskakujesz.

            - Cholera, cholera – Temari dawała upust swoim nerwom, wyżywając się na poduszce. – Jak to możliwe? Graliśmy przez godzinę, rozstrzygnęliśmy 9 rund i ty je wszystkie wygrałeś. Zawsze kończyłam na trzech, maksimum czterech ruchach.
- Mówiłem, że nie masz szans.
- Nie odzywaj się lepiej- warknęła gniewnie.
- Tak źle znosisz przegraną?
- Z takim dupkiem? – aktorsko udała, że się zastanawia. – Tak.
- Masz rację. Jesteś pierwszą osobą, z którą wygrałem tak łatwo. – oczywiście kłamał. Mając ją za przeciwnika, został zmuszony, użyć swojej tajnej taktyki, którą ogrywał Asumę. Musiał przyznać, że dobry z niej strateg, nie tylko na planszy, ale również na polu bitwy. Nie powie tego na głos, bo dziewczyna nie da mu żyć. Nazwie go jak zwykle słabeuszem, ewentualnie beksą. W tej chwili mogła go uratować cięta riposta i spokój. Ziewnął, zakrywając ręką usta. – Może dlatego, że jesteś blondynką? – wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, ale nie mógł przestać. Lubił jak się wkurzała, dodawało to dla niej uroku. Wyczuł nerwowe spięcie. Czekając na wybuch złości, leniwie odwrócił głowę w drugą stronę. Chwila nieuwagi, nagle… Pac. Oberwał w twarz poduszką. Bolało. Upierdliwa baba, użyła czakry. Jeśli będzie miał przez nią siniaka, odpłaci się – z nawiązką. W końcu czeka na zadanie, musi zapamiętać je jak najdłużej.
- Jesteś szowinistyczną świnią, Nara. Stań ze mną do walki, zobaczymy, kto będzie górą.
- Chcesz, żeby było tak samo, jak na egzaminie, na chunnina?
- Wygrałabym z łatwością. Awansowałeś, tylko dlatego, że spodobał się im, twój inteligentny łeb.
- Zazdrościsz?
- Chciałbyś.
- Temari!  Shikamaru! – od drzwi wejściowych, rozległ się dziewczęcy głos. - Jesteście?!
- Tak! – odkrzyknęła No Sabaku. – W salonie – zza ściany wyszła ładna, średniego wzrostu brunetka. – Coś się stało, Matsuri?
- Zmiana planów – usiadła na krześle. – Konoha jest już w połowie drogi, od miejsca waszego treningu i…
- Co?! Przecież wszystko zaczyna się za dwa dni. Ustalaliśmy…
- Jeśli będziesz dla niej przeszkadzał, nigdy się nie dowiemy, o co chodzi – Temari spojrzała na Narę ze złością. – Mów Matsuri.
- A więc – kontynuowała. – Gaara-sama dostał raport od Pana Hatake, że mhm? Coś się skomplikowało? Chodziło chyba o coś w rodzaju zakładu, między uczniem, a jednym z nadzorujących.
- Niech zgadnę – westchnął brunet. – Lee i Gai, tak?
- Właśnie. Chłopak nabłagał Panią Tsunade, aby obóz zorganizować wcześniej, a gdy wyraziła zgodę, , nadał takie tempo drużynie, że są prawie w dolinie. Pan Gai też już jest, czeka na was pod Główną Bramą. Z tego, co widziałam, to aż się pali do podróży.
- Koniec odpoczynku – westchnął Shikamaru. – Dobrze, że przynajmniej jestem przygotowany – wstał i się przeciągnął. – A moja podopieczna, gotowa? – zerknął na siostrę Kazekage, z pewnym siebie uśmieszkiem.
- Zamknij się. Znalazł się opiekun, od siedmiu boleści. Pilnuj lepiej Naruto i Kiby, to dla nich potrzeba specjalnej opieki. A poza tym, jestem dużą dziewczynką, umiem o siebie zadbać.
- Zobaczymy. Spotykamy się za 5 minut, w kuchni.


            Słońce chyliło się ku horyzontowi. Trójka shinobi, przedzierała się przez gęstwiny starego lasu. Wśród trzasku suchych gałązek i pohukiwania sowy, dało się słyszeć przygłuszone słowa najstarszego z podróżników. Za jego plecami, podążali: chłopak i dziewczyna. Ich miny nie były za wesołe. Oboje mieli dość. Całą trasę przebyli bez jednej, choć najmniejszej przerwy. Mentor Lee, dał im mocno w kość, nie chciał wypaść gorzej od swojego ucznia. Gdy setny raz usłyszeli:,, Dalej młodzieży w imię siły młodości’’, Temari nie wytrzymała. Z całej siły, walnęła pięścią w pobliskie drzewo.  W pniu zrobiła się, sporej wielkości wnęka.
- Niech powtórzy to jeszcze raz, a może być pewny, że pozna smak mojej pięści.
  Shikamaru odsunął giętkie gałęzie drzewa. Przepuścił przodem koleżankę, która skwitowała to zdziwioną miną. Sam po chwili do niej dołączył, wyrównując dzielącą ich odległość.
- Nie radzę ci, się z nim zaczynać.
- Dlaczego? – spytała.
- By to potraktował jako świetne wyzwanie, sparing. Najpierw luźna rozgrzewka, karkołomne ćwiczenia, które mogą doprowadzić do utraty przytomności. Potem wyczekiwany pojedynek.
- Nie chciałabym być w jego drużynie.
- Jest dobrym nauczycielem. Zrobił z Lee, geniusza taijutsu naszego pokolenia. Nikt nie zdoła mu dorównać. Odkrył w nim talent, gdy każdy spisał go na straty. Ciężka praca, to podstawa treningu Gaia, dzięki niej, można wspiąć się na szczyt i osiągnąć wyznaczony cel.
- Macie szczęście – głos blondynki wyraźnie posmutniał. – Wszyscy.
- Co? – nie spodziewał się, czegoś takiego po Temari. Zawsze twarda i niezłomna, a tu coś takiego!! – Dlaczego?
  Otwierała usta, aby odpowiedzieć, ale przeszkodził jej w tym Gai, który zaczął krzyczeć, że  szczęśliwie dotarli na miejsce. Dziewczyna zmrużyła oczy. Między drzewami, dostrzegła blask ognia. Do ich uszu dotarły głośne, wesołe rozmowy przyjaciół. Najbardziej aktywny ze wszystkich był Naruto, który śpiewał jakąś piosenkę i Sakura, wrzeszcząca na niego, aby przestał. Przyśpieszyła kroku, nie chcąc zostać, sam na sam z Narą. On zaś, gniewnie mruknął pod nosem, coś, co brzmiało jak: ,,Cholerne wyczucie Gaia’’.


Sorki, jak my wszyscy, nie wyrabiam się. Szkoła daje mi kopa. Mam trzy razy w tygodniu jazdę konną. Ostatnio zaliczyłam TAKĄ glebę, mało co, a byłoby wstrząśnięcie mózgu, teraz zawsze będę miała kask i kamizelkę. Mogłam przynajmniej przez to zmądrzeć, ale nie.. pokiełbasiły mi się w głowie pomysły. Dzisiaj mam wspaniały humor, bo przyjechał do mnie drugi koń:). Wybaczcie, że wtrącam swoje monologi, ale muszę gdzieś to zapisać, a kartki zazwyczaj gubię. 
         Mam nadzieję, że Wam rozdział choć minimalnie się podobał.
          SKARGI, PROŚBY, ZAŻALENIA w komentarzach, które są mile widziane(nawet te z naganą się przydadzą:), przynajmniej się postaram poprawić).





wtorek, 2 października 2012

Pracowity dzień



Rozdział II

- Nara?! – krzyknęła zdziwiona na widok chłopaka. – Co ty tu robisz?
- Taa… Cześć, Temari – odparł. To takie kłopotliwe. Tsunade ,,wypożyczyła’’ moją osobę dla Suny. Mam opracować nowy plan obrony, na wypadek ataku Akatsuki.
- Czy to dla ciebie nie jest kłopotliwe, że wypowiedziałeś naraz tyle słów? – rzuciła zgryźliwie, krzyżując ręce na piersi. Shikamaru podniósł głowę i po raz pierwszy spojrzał na stojącą przed nim dziewczynę. Zamurowało go. Nie spodziewał się takich zmian po dwóch latach. Wtedy, na egzaminie na chunnina myślał, że dane mu było spotkać najładniejszą osobę na świecie. Teraz te określenie nijak do niej nie pasuje. Najpiękniejsza. Taak, to jest odpowiedni epitet. Przyjrzał się uważnie. Wysoka, szczupła, długie zgrabne nogi i piękne, niebieskie oczy. Wydoroślała.
- Na co się tak gapisz?!
No tak, cięty język jej pozostał.
- Podziwiam piękne widoki – zauważył zdziwione oczy, wpatrujące się prosto w niego. – Wasz salon jest urządzony naprawdę ze smakiem. Temari dopiero po chwili zorientowała się , o co chodzi brunetowi. Miała zamiar rzucić się i go porządnie poturbować, kiedy poczuła, że coś oplata ją w pasie. Spojrzała w dół:
- Gaara?! – starała przybrać miły ton, choć w środku wszystko się w niej gotowało. – Możesz poprosić swój piach, żeby mnie puścił?
- Nie. Nie chcę, aby mówiono o morderstwie, które dokonało się na ambasadorze Konohy, w domu Kazekage.
 - On, ambasadorem? Przecież ty nienawidzisz żadnego wysiłku!
- Taa, niestety. Nie mogę przeciwstawić się woli Piątej. Od teraz dźwigamy to samo brzemię.
Dziewczyna ciężko westchnęła:
- Dobra, nic mu nie zrobię. Możesz mnie puścić. Piasek się cofnął, a blondynka usiadła naprzeciw chłopaka. – Poza tym Gaara, czemu nie ma ciebie w gabinecie, hę?
Czerwonowłosy oparł się o framugę drzwi:
- Miałem to powiedzieć wczoraj, ale uznałem, że ta niespodzianka wywrze na tobie większe wrażenie dzisiaj. Gdy kończył mówić, do salonu, weszli nieźle zasapani cztery chunnini, którzy ustawili pod ścianą pudła i szybko wyszli, na pożegnanie kłaniając się nisko.
- Nie mów mi, że to jest to, o czym myślę.
- Nie umiem czytać w myślach, ale… To misja dla waszej dwójki, macie na to dwa dni.
- Widziałeś, co się dzieje w moim pokoju? – załamana, złapała się za głowę, wpatrując się w stół. Gaara zwrócił się do gościa:
-Skończyłeś już, Shikamaru?
- Jasne, masz – wręczył mu całe naręcze zwojów.
- No, to ja już idę. Muszę to przejrzeć  - wskazał na dokumenty. – Nie pozabijajcie się nawzajem i do roboty. – dodał na odchodnym.
 - On chce mnie wykończyć, zakatować, znęca się! Czemu ty, przyjmujesz to z takim spokojem? – rzuciła oskarżycielsko do Nary.
- Już mówiłem. Zostałem ,,wypożyczony’’. Mam wypełniać wszystkie polecenia Gaary. Im wcześniej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
- Cholerny optymista. A, gdzie podziało się twoje ,, to kłopotliwe’’?
- Mam dzisiaj dobry humor. To, co? – przyniósł pierwszy stos dokumentów. – Na połowę?
- Niech ci będzie – odparła z niechęcią, zabierając się  do podpisywania , nie przeczytanych przez nią papierów.
            Po sześciu godzinach pracy, oboje byli wykończeni. Shikamaru wyprostował się, masując sobie kark. Miał dość. Spojrzał na towarzyszkę, która całkowicie się poddała. Oparła głowę na dłoni, stukając palcami o blat stołu, wpatrywała się zza okno.
- Może zrobimy sobie przerwę? W końcu został nam tylko jeden karton. Skończymy przed czasem.
- Nareszcie. Wszystko mnie boli – podeszła do czajnika. – Nie spałam pół nocy. Potrzebuję kofeiny i to natychmiast. Chcesz? – odwróciła się do chłopaka.
- Może być – jego uwagę przykuło coś na drugim brzegu stołu. – Czytałaś w ogóle to, co podpisujesz?
- Oczywiście, że tak.
- Więc, dlaczego podpisałaś plan swojego pokoju? – spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Co? – wyrwała kartkę brunetowi. – Aaa, tak sobie. Ćwiczyłam swój podpis.
- Jasne. Dzięki -  wskazał na kubek z kawą.
- Powiedz mi… - nie dokończyła, bo do kuchni wszedł właśnie Kankuro.
- Cześć wam… Ooo, Temari, nie wyglądasz najlepiej. Coś ty robiła w nocy?! Aaaaaa!!! – odskoczył w bok, o włos unikając lecącego w jego stronę noża kuchennego – Oszalałaś?!! – spojrzał przerażony, na wbite we framugę drzwi, prostopadle do jego rozporka, ostrze. - Chcesz mnie pozbawić, czegoś bardzo ważnego? Chciałem grzecznie się przywitać, a tu czeka mnie…kastracja!
- To za ten przeklęty karton. Nie miałeś, gdzie go postawić?
- Przynajmniej szybko go znalazłaś.
- Wypad! Wkurzaj kogoś innego. Najlepiej znajdź dziewczynę. Będziesz miał przynajmniej jakieś zajęcie.
- Dobry pomysł, lecę na poszukiwania. Nikt nie oprze się mojemu urokowi – tak szybko jak się pojawił, tak i znikł.
- Idiota.
Blondynka podeszła do drzwi i wyszarpnęła ,,domową broń’’. Usiadła na swoim poprzednim miejscu i spojrzała na Narę:
- Co?
- Nic. Patrzę jak okazujecie swoje uczucia.
- Ale śmieszne – odpowiedziała z sarkazmem. – Tak właściwie kiedy tu przybyłeś?
- Wczoraj, wieczorem.
- Co robiłeś?
- Planowałem obronę.
- Tylko po to tu jesteś?
- Czy ja jestem na przesłuchaniu? Dobra – odpowiedział zrezygnowany, widząc groźny wzrok dziewczyny.- Za jakieś dwa dni do Suny przybędzie z misją Gai – sensei. Kiedy skończy, mamy się z nim udać w pewne miejsce. Tsunade zabrała się ostro za nasz trening. Po długiej dyskusji z Kakashim – sensei, uznała, że wasza praca zespołowa jest do kitu. Wysyła was na obóz szkoleniowy. Gai–sensei wymyślił nawet hasło: ,, Przeżyj, albo zgiń’’.
- Idiotyczna nazwa.
- Wcale nie. O ile mi wiadomo, czeka was szereg trudnych zadań, które trzeba pokonać w określonym czasie i…
- Czekaj. Dlaczego ,,was’’, a nie ,,nas’’?
- Również idę z wami, ale nie jako uczestnik, a nadzorujący.
- Dlaczego twój leniwy tyłek, zawsze musi mieć lepszą fuchę?! Jestem wyżej rangą, niż ty!
- Już nie.
- Że co? – spytała zdezorientowana.
- Jakiś tydzień temu zostałem jouninem.
- Jounin i ambasador, to nie jest dla ciebie kłopotliwe?
- I to nie wiesz jak bardzo.
- W tym treningu bierze udział tylko Konoha i ja?
- Tak, w ramach sojuszu, aby polepszyć nasze stosunki – natknął się na zdziwiony wzrok Temari. Dopiero teraz zrozumiał, jak to musiało zabrzmieć. – Oczywiście chodzi mi o nasze wioski: Konohę i Sunę. – wypalił gwałtownie, chcąc naprawić swoje gapiostwo.
- Głodnemu chleb na myśli… - uśmiechnęła się cwaniacko.
- Upierdliwa baba – mruknął pod nosem.
Podniosła się z krzesła i skierowała się w stronę lodówki. Przypomniała sobie, że niczego od rana jeszcze nie jadła.
- Idę do siebie-wyjęła sałatkę i nogą zamknęła drzwi.-Mam do nadrobienia zaległości-będąc już w salonie, odwróciła się i spojrzała na bruneta. – W którym pokoju mieszkasz?
- Czwarty po prawej… Nie orientujesz się we własnym domu? – spytał złośliwie. Nie wiedział, dlaczego, ale lubił ją denerwować. Trochę to głupie. Te kłótnie, sprawiały, że się odprężał i relaksował. Lubił je, prawie tak samo jak oglądanie obłoków i obijanie się.
- Nawet nie wiedziałam, że jesteś w naszej wiosce. Dobranoc Nara – dodała z wyższością i zniknęła za ścianą. Do uszu chłopaka doszło skrzypnięcie drewnianych schodów, a po chwili odgłos zamykanych drzwi. Westchnął. Tsunade nie ma dla niego serca, najpierw misja w Sunie, a teraz ten cały obóz. Jednak to drugie może być śmieszne i ciekawe. Zdradził dla Temari, tylko to, co wiedzą uczestnicy z Konohy. Gdyby ujawnił więcej, nie byłoby już zabawy. Skłamał, powiedziawszy, że nic nie wie. Znany mu jest każdy szczegół szkolenia, przecież jest nadzorującym i musi się we wszystkim orientować.
     Wyjrzał zza okno. Zmierzch powoli ogarniał wioskę. Wnętrza domów zostały oświetlone, na uliczkach pozapalane lampy. Ruch powoli się zmniejszał. Każdy uciekał do swoich ciepłych, czterech kątów. Pustynne noce należą do jednych z najzimniejszych. Po upalnym dniu nikt nie miał ochoty na zmarznięcie. Jedynie z barów dochodziły odgłosy zabaw i przygłuszone przez szyby rozmowy strażników, zdających punktualne raporty. Cisza i spokój. Nareszcie. Teraz ma wolne. Ściągnął z oparcia krzesła zieloną kamizelkę i zarzucił na plecy. Spojrzał na kartkę, leżącą na samym wierzchu. Wziął ją, spojrzawszy na plan pokoju i podpis blondynki, schował do kabury.  Wyszedł z domu, cicho zamykając drzwi. Ruszył w kierunku biura Kazekage. Wszedł po schodach na dach budynku. Położył się na plecach, wpatrując się, w mocno dziś widoczny gwiazdozbiór. Mhmm… Oglądanie gwiazd również jest ciekawe.
     
    



środa, 29 sierpnia 2012

Początek


Rozdział I

Ciszę nocną przerwał trzask brutalnie zamkniętych drzwi, do których, po chwili, dołączył odgłos upadającego ciała oraz stek najróżniejszych przekleństw. W pokoju zapaliło się światło, ukazując rozwścieczoną siedemnastoletnią dziewczynę i przyczynę jej aktualnego stanu.
- Co to, do jasnej cholery, jest? – warknęła wściekła, kucając przy pudle pokaźnych rozmiarów. Otworzyła gwałtownym ruchem wieko, a na widok zawartości, żałośnie jęknęła. – No nie, zapomniałam. Mam z tym co najmniej dwutygodniowe opóźnienie, Gaara chyba chce mnie wykończyć. Uzupełnienie tego zajmie kilka dni, ja chcę porządną misję, a nie nudną papierkową robotę. Swoją drogą zabiję Kankuro, nie miał gdzie tego postawić, tylko oczywiście pod drzwiami.  Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły, dziewczyna nie patrząc na gościa, pochwyciła rzecz leżącą najbliżej niej i z całej siły rzuciła nią w stojącego w drzwiach:
- Gaara? – zapytała zaskoczona na widok młodszego brata, obracającego w ręce szczotką do włosów. – Nie powinieneś być w gabinecie, oddając się codziennym przyjemnościom podpisywania różnych dokumentów i czytaniu raportów? Widziałam twoje zaległości, o wiele większe niż moje.
- Taa, właściwie to tak – odpowiedział zamyślony. – Ale zauważyłem, że wróciłaś. Miałem ci coś powiedzieć, jednak chyba wstrzymam się z tym do jutra. Gdzie byłaś? – dodał po chwili, patrząc na siostrę, której wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Poszarpane ubranie, całe pokryte piaskiem, lekkie zadrapania i siniaki na ramionach  oraz prawym policzku, włosy rozwiane, umorusane gdzieniegdzie błotem.
- Trenowałam. Trochę.
- Trochę? Nie było cię przez cały wieczór, aż do teraz, a jest… - dodał spoglądając na zegarek. – 00.30. Dałaś sobie niezły wycisk.
- Muszę, bo mój kochany, nadopiekuńczy braciszek nie chce dać mi żadnej misji. Nie mogę stracić formy.
- Będzie zrobiona papierkowa robota, znajdzie się też misja. A to. – odrzucił szczotkę w jej stronę, którą zgrabnie złapała. – Nie zrobi Kankuro żadnej krzywdy, on ma już zahartowaną głowę.
- Wiem, ale szafą nie zdołałabym rzucić.
Kąciki ust Gaary uniosły się lekko do góry:
- Dobranoc, Temari. – rzucił przez ramię, wychodząc z pokoju siostry. Rodzeństwo. – pomyślał. – kiedyś nienawidziłem ich tak jak innych ludzi, nic dla mnie nie znaczyli. Wszystko się zmieniło, od dnia poznania w Konoha – Gakure twardogłowego ninja numer jeden. To on sprowadził mnie na dobrą drogę, pokazał, że nie jestem potworem, pomógł roztlić iskrę człowieczeństwa, ukrytą głęboko we mnie. Przyjaciel… Uzumaki Naruto.

Temari podniosła się z podłogi. Niemiłosiernie zmęczona udała się w stronę łazienki. Po drodze ściągała kolejne części swojej garderoby, do momentu, aż stanęła naga pod prysznicem. Ach… nie ma to jak przyjemna chłodna woda obmywająca ciało. To zawsze pomaga uspokoić zszarpane nerwy po ciężkim dniu. Chwilę potem weszła do pokoju w rozpuszczonych włosach, owinięta samym ręcznikiem. Rozejrzała się w poszukiwaniu swojej piżamy:
- O kurde. – mruknęła pod nosem. – Oprócz tej nudy nad papierami czeka mnie również generalne sprzątanie. Owszem, Gaara jako Kazekage miał do swojej dyspozycji całą ekipę, która zajmowała się posiadłością Wielmożnego. Ale rodzeństwo no Sabaku nie wpuszczało nikogo do swoich pokoi; woleli sami dbać o porządek niż jakby ktoś miał naruszać ich prywatność.
Temari zajrzała za biurko, uśmiech tryumfu wkradł się na jej twarz. Jest!!! Szybko przebrała się w krótkie spodenki i zasłaniające je, lekką bluzeczkę na cieniutkich ramiączkach. Sprawnie omijając porozrzucane wszędzie, różnego rodzaju dokumenty, dotarła do łóżka, na które padła wykończona. Wtulając twarz w poduszkę niemal natychmiast udała się do krainy marzeń.
            Za oknem wschodziło już słońce , świat budził się ze snu, w powietrzu roznosił się aromatyczny zapach, wydobywający się z domów mieszkańców Suny, ptaki rozpoczęły swój poranny koncert. Błogą ciszę przerwał odgłos rozpadającego się budzika. Temari leniwie podniosła jedną powiekę:
- Piąty. – mruknęła, patrząc na szczątki elektronicznego urządzenia, spoczywające pod ścianą. Westchnęła, i spojrzała przez okno, na białe obłoki, leniwie sunące przez niebo. Przypomniała sobie dzisiejszy sen. Konoha. Śniła się jej Wioska Ognia. Nie była w niej od dwóch lat, ciekawiło ją, czy wiele się tam zmieniło. Chętnie spotkałaby się ze swoimi przyjaciółmi. Jakie to upierdliwe. – Hej zaraz, zaraz. Zaczynam myśleć jak ten cały leniwy Shikamaru. To się robi już zaraźliwe. Pokręciła głową, aby odgonić natrętne myśli, które nie wiadomo czemu zaczęły krążyć nad osobą młodego Nary . Jeszcze zaspana wstała z łóżka, po drodze zabierając ubrania, weszła do łazienki. Po prysznicu ubrała swój ulubiony strój: krótką, czarną tunikę na ramiączkach, część zbroi ANBU i lekką siateczkę na ramionach, dekolcie i udach. Uczesała włosy w tradycyjne cztery kitki.  Rzuciła okiem na swoje obicie w lustrze i wyszła z pokoju. Nie brała broni: ogromnego wachlarza, nie będzie jej potrzebny, po śniadaniu czekają na nią papiery, ma zamiar zrobić z nimi porządek w jeden dzień i mieć w końcu spokój. Zbiegła po schodach, przeszła przez salon i stanęła jak wryta w wejściu do kuchni:
 - NARA?!! – krzyknęła zaskoczona na widok chłopaka, siedzącego przy stole nad wielką stertą dokumentów.


Pierwsze rozdziały mogą być nudne, ale muszę zrobić jako taki wstęp. Mam nadzieję, że komuś moje wypociny się spodobają. .